Szepczący

Wpis pochodzi z mojego polterbloga: http://polter.pl/nerv0,blog.html?12060

Pierwotnie był to główny motyw mojego scenariusza na Quentina, ale z racji tego, że cały tekst poleciał w niebyt wraz z formatem kompa, postanowiłem odtworzyć przynajmniej tę jego część żeby nie kurzyła się na dnie mojej chorej wyobraźni. (A sam pomysł zainspirowany był wątkiem z pierwszego aktu pierwszej części Wiedźmina, choć zauważyłem to dopiero jak już go napisałem ;))

Bagna u podnóża których położone jest miasteczko Grimpen już od dawna cieszą się złą sławą nie tylko wśród obywateli imperium, ale też u zielonoskórych i zwierzoludzi, którzy unikają ich jak ognia. Nieprzenikniona mgła, wyjątkowo trudny teren i niemal namacalna mroczna aura, która je otacza, wszystko to składa się na ich ponurą sławę. Miejscowi nauczyli się nie zapuszczać w nie dalej niż na parę kilometrów, a najlepiej w ogóle do nich nie zbliżać. Niestety z roku na rok staje się to coraz trudniejsze, gdyż bagna w jakiś sposób rozszerzają swoje granice z wolna pochłaniając biedniejsze dzielnice miasteczka. Od kilku miesięcy zaś sen z oczu mieszkańców zaczęło spędzać nowe zagrożenie. Zaczęli znikać ludzie. Oczywiście już wcześniej zdarzało się, że ktoś przepadł na bagnie, ale ostatnio rzecz przybrała na sile. A co najdziwniejsze, pojawiły się pogłoski o bezgłowych żywych trupach błądzących pośród mgieł, z dnia na dzień coraz bliżej miasta.

Garbarz

Miejscowy garbarz nigdy nie był towarzyskim człowiekiem, tak naprawdę uważany był za dziwaka. Nigdy nikomu się nie przedstawił, więc wszyscy mówili na niego po prostu Garbarz. Co prawda czasem dał się wyciągnąć do gospody, ale był ciężkim kompanem do picia. Zawsze wolał siedzieć w swoim warsztacie w pochłanianej przez bagno dzielnicy, gdzie poza oprawianiem skór zajmował się swoim ulubionym hobby – wypychaniem zwierząt.

Garbarz już od dawna cierpiał na uciążliwe migreny, ale kilka miesięcy temu ból stał się inny. Zaczął do niego przemawiać. Z początku niewyraźny głos kołaczący się gdzieś w jego głowie zaczął być coraz ostrzejszy i bardziej zrozumiały. Kazał złożyć ofiarę bagnu. Słaba wola Garbarza nie pozwalała mu długo stawiać opór i w końcu poddał się szeptowi. Ze zdziwieniem odkrył, że bardzo łatwo było mu przekonać kogoś do wypełniania jego poleceń, ofiary zdawały się działać jak w transie, posłusznie pozwalając wyprowadzić się na bagna, gdzie miały dokonać żywota. Także potencjalni świadkowie w tajemniczy sposób nie zauważali gdy Garbarz wyprowadzał kogoś z miasta.

W głębi bagien Garbarz wymierzał swojej ofierze cios starą łopatą w głowę, którą następnie, także z pomocą łopaty odrąbywał. Przeważyła nad nim pasja kolekcjonerska, ciało topił w wodzie, głowę zaś zabierał ze sobą do domu, aby ją zakonserwować. Z czasem w swej piwnicy dorobił się makabrycznej kolekcji ludzkich głów wyeksponowanych na półkach starej szafki.

Mimo składania kolejnych ofiar szept w głowie Garbarza nie cichł, ba, przybierał na sile i… zaczął się zmieniać. Pojawiło się coś nowego. Siedząc w swej piwnicy był pewien, że głowy zmarłych go obserwują i do niego przemawiają, robiły to nawet w snach. A gdy usłyszał pierwsze plotki o żywych trupach podchodzących do miasta zdjęła go prawdziwa groza. Instynktownie czuł, że zbliża się zemsta. Jednak mimo to nie uciekł, szept by mu nie pozwolił. Musiał kontynuować składanie ofiar…

Wiedźma

Każde szanujące się miasto ma jakąś mieszkającą za jego murami wiedźmę. Nie inaczej jest z Grimpen. W tym wypadku to właśnie ta mieszkająca na bagnach starucha jako pierwsza została posądzona o sprowadzenie umarłych. Nikt nawet nie podejrzewa jak wiele jest w tym prawdy.

Na początku Wiedźma zupełnie nie przejmowała się docierającymi do niej plotkami o zaginięciach ludzi, to nie była jej sprawa. Czuła, że dzieje się coś dziwnego, słyszała szept w swojej głowie, ale zdołała go uciszyć z pomocą swej magii. Wszystko jednak zmieniło się w dniu gdy zaginęła jej przybrana córka. Wiedziała, że już jej nie zobaczy, że stało się jej coś strasznego. Wpadła w rozpacz, a jedyną myślą jaka krążyła jej w głowie była chęć zemsty. Ale jak mogłaby jej dokonać? I na kim? Nie wiedziała kto, bądź co za tym wszystkim stoi, i nie miała dość mocy aby coś zdziałać. A jednak poczęła rzucać klątwy i zaklęcia, i coś jej mówiło – jakiś cichy szept – że zbrodnia doczeka się kary. To właśnie wtedy przebudzili się zmarli.

Szepczący

Nie bezpodstawnie uważa się, że bagna pod Grimpen przesiąknięte są złą mocą. Mało kto wie, że w ich sercu znajduje się stary elficki krąg. Dziś już nikt nie jest w stanie powiedzieć czy był to wypadek, czy celowe działanie, ale jego pierwotna moc, która miała ukierunkowywać wiatry magii przecinające świat, przestała działać. Teraz magiczna energia miast przepływać przez żyłę geomacyjną zaczęła się rozlewać po bagnach ulegając stopniowemu wypaczeniu degenerując wszystko z czym się zetknie. Gdyby w okolicy pojawił się jakiś mag zauważyłby, że okalająca bagna mgła ma barwę głębokiej czerni jednoznacznie kojarzonej z magią Dhar.

To właśnie w tej mgle zaczął formować się szept. Głos nienawiści każdego mieszkańca Grimpen, obijający się niesłyszalnym echem wśród nieruchomych, zimnych wód bagien, który przybrał formę niematerialnego bytu domagającego się krwi żyjących. I szept został wysłuchany, a kotłująca się w mieście nienawiść pozwoliła narzucić ludziom klapki na oczy, tak aby nawet nie spostrzegli, że tuż przed nimi dzieje się krzywda.

Ale BG nie pochodzą z Grimpen i być może dzięki temu będą wstanie spostrzec to czego nie widzi nikt inny?

Reklamy

Oblicza zbrodni

Tekst pochodzi z mojego polterbloga: http://polter.pl/nerv0,blog.html?9672

To jeszcze jeden tekst, który pierwotnie miał pójść jako artykuł. Tym razem to nie zawartość merytoryczna była problemem, a forma w jakiej tekst napisałem. Zdaniem redakcji, z którym nie mam zamiaru dyskutować wymagałby on dość gruntownych zmian. Ja niestety nie mam redaktorskiego doświadczenia, które pozwoliłoby mi dostrzec błędy (a ostatnio także dostępu do kompa w swoim domu) więc nijak nie dałbym rady poprawić tego samodzielnie. Sama Viriel, która to miała zająć się ew. korektą też nie ma ostatnio lekkiego życia. Tak też aby nie męczyć swoją osobą redakcji i ten tekst zdecydowałem się dać na bloga. Także po to by się nie marnował. Zapraszam do lektury.

OBLICZA ZBRODNI

Nasza jest ziemia uwiązana milczeniem; nasz jest czas, gdy prawda pozostaje niewypowiedziana.

– Deltef Sierc, dramaturg


Siedem, Vidoc, Kolekcjoner kości, Piła. Książki Doyle’a, Kinga i Lovecrafta. Seria skradanek Thief (zwłaszcza trzecia część), oraz przygodówka Still Life. Oto filmy, książki i gry komputerowe, którymi inspirowałem się przy spisywaniu tego pomysłu. Nie jest to pełna lista, ale powinna dać obraz tego jaki klimat chcę tu uzyskać. Zresztą pozycje, które wymieniłem powinny w zupełności wystarczyć. A teraz do rzeczy.

Obłęd. Szaleństwo. Najgorsze myśli lęgnące się w zakamarkach ludzkiego umysłu. Najwyższy czas by ukazać je światu w ich najczystszej, i najpotworniejszej postaci.

LIST

Wszystko zaczyna się dość standardowo, jeden z BG otrzymuje list od krewnego lub przyjaciela, który mieszka w Nuln. Niestety list ów nie wyjaśnia zbyt wiele. W zasadzie po jego przeczytaniu BG wie tylko tyle, że jego przyjaciel (nazwijmy go Joseph) chce by ten jak najszybciej przyjechał do miasta. Można go znaleźć w świątyni Sigmara w zachodniej części Nuln. Tak, każdy kto choć trochę zna to miasto już wie gdzie będzie się rozgrywać akcja scenariusza. Zachodnia część Nowego Miasta: slumsy, Labirynt, miasteczko portowe. BG z pewnością nie zakosztują luksusów.

KRWAWE ŁZY

Będzie już dobrze po zmroku gdy BG dotrą do podupadłej budowli, która okaże się być świątynią. Znajdą w niej tylko jednego kapłana, nazywa się Keller i ostatnimi czasy zaprzyjaźnił się z Josephem. Niestety jego tu nie ma. Keller nie wie gdzie się podział, po prostu gdzieś zniknął. Jednak domyśla się czemu Joseph wysłał list do BG. Kapłan ostatnimi czasy cierpi ogromny niepokój. Nawiedzają go pozbawione sensu i składu wizje, nie wierzy by pochodziły od Sigmara, nie wie o co chodzi, ale czuje, że dzieje się coś bardzo, bardzo złego. Przypuszcza, że Joseph był z tym jakoś powiązany, ale nie wie jak.

W pewnej chwili rozmowa BG i kapłana zostanie przerwana. Drzwi do świątyni otworzą się z hukiem i do środka wpadnie jakaś kobieta ubrana jedynie w powydzierane łachmany. Cała jest we krwi, chyba pocięta nożem. Padnie przed ołtarzem mamrocząc bez sensu. Nie da się z nią dojść do porozumienia. Umrze po kilku minutach. Gdy do tego dojdzie z oczu jednej z rzeźb w świątyni popłyną krwawe łzy. Znak to niechybny, że Cienisty znów wyszedł na łowy.

TAJEMNICA

Tańczy płomyk pośród cieni
Szkarłat krwi się pod nim mieni
Na ofiarę Cienistego
Wybierzemy właśnie jego

– Dziecięca wyliczanka

Ta kobieta nie była pierwszą ofiarą Cienistego. Już od ponad dziesięciu lat na obszarze biedniejszych dzielnic miasta dochodzi do okropnych zbrodni. Na początku była to jedna ofiara na kilka miesięcy, ale im dłużej to trwało, tym było ich więcej. Ostatnio znajdowano jednego trupa co tydzień, nie wspominając o tych, których znaleźć się nie udało. Sądząc po tej ostatniej kobiecie, która musiała się wymknąć mordercy, tempo zbrodni jeszcze bardziej wzrosło. Ale o co chodzi? Kim jest Cienisty? Czemu zabija? Kto pada jego ofiarą? Na żadne z tych pytań nie ma odpowiedzi. Nie wiadomo kim on jest, pewnego dnia, po prostu znaleziono pierwsze ciało, gdy już sądzono, że to się nie powtórzy odnajdywano kolejne, i kolejne. Nie wiadomo czemu zabija, ale często robi to w wyjątkowo okropny, niemal rytualny sposób. Od blisko dwóch lat zaś, zdaje się napawać cierpieniem niektórych ze swych ofiar, poddając je przed śmiercią wymyślnym torturom. Co do ostatniego pytania. Jedyną pewną rzeczą jest to, że na swe ofiary wybiera biedaków, którzy nie mają przyjaciół i nikt się nimi nie interesuje. To jedna z przyczyn, dla których ten potwór tak długo był w stanie działać nieomal bez przeszkód.

Odkąd pojawił się zabójca po dzielnicach zaczęło krążyć mnóstwo plotek na jego temat, a niektóre obrosły już mianem legendy. Mówi się, że to potwór żywiący się esencją życiową swych ofiar, że to wysłannik z zaświatów, bądź też upiorny czarownik. Matki poczęły nim straszyć swe dzieci, przesądni biedacy czynią znaki ochronne gdy tylko się o nim wspomina, a każdej bezgwiezdnej nocy, w blasku świec dyskutuje się o tym z zacięciem godnym wyższej sprawy. Czasem zdarzało się, że ktoś widział tę postać gdzieś pośród głębokich cieni nocy, przemierzającą samotnie przeróżne zaułki. Każda z tych osób jest w stanie powiedzieć jedno: to coś z pewnością nie jest człowiekiem, żaden człowiek bowiem nie był by w stanie roztoczyć wokół siebie tak namacalnej atmosfery najczystszej grozy. Wszyscy oni zgadzali się też co do tego, że po tym spotkaniu poczęły ich dręczyć nocne koszmary, które przez długi czas nie dawały o sobie zapomnieć.

Choć legendę Cienistego zna całe Nuln, to jednak mało kto spoza biednych dzielnic się tym interesuje. Nie, to nie tak. Mało kto ma odwagę się w to zaangażować, każdy rozsądny człowiek mieszkający z dala od Zachodniej Dzielnicy cieszy się, że widmo tej grozy nad nim nie zawisło. Nawet fanatyczni łowcy czarownic wolą podwinąć ogon, i udawać, że nie słyszą przerażających krzyków, które czasem niosą się po ciemnych uliczkach. Tak teraz wygląda zachodnie Nuln, miasto spowite cieniem głębszym niż mrok bezgwiezdnego nieba.

ZBRODNIE

Tak oto przedstawia się tło przygody. BG będą prowadzić śledztwo, w związku z zaginięciem przyjaciela, oraz w sprawie kolejnych zbrodni, które jedna za drugą będą stawać się coraz bardziej niesamowite i wykraczające poza zdolność ludzkiego pojmowania.

Jedna z ofiar raz jeszcze zdoła umknąć mordercy i przeżyje. BG będą mogli ją przesłuchać, ale dość szybko okaże się, że coś jest z nią nie tak. Każdy kapłan szybko domyśli się w czym rzecz: opętał ją demon. Jedyną szansą by cokolwiek z niej wyciągnąć jest odprawienie egzorcyzmu. W jego trakcie demon będzie wykrzykiwał jakieś słowa, być może imię swego zabójcy, także demona (to się wyjaśni później), a gdy już uda się go pozbyć… To będzie koniec, umysł ofiary jest całkowicie jałowy, ogarnięty przez nieopisany obłęd. Jedynym rozsądnym wyjściem z tej sytuacji wydaje się odstawienie jej do miejscowego przytułku dla obłąkanych. To bardzo dobra decyzja, zwłaszcza dla ciebie Mistrzu. Bowiem to właśnie w przytułku nasz morderca będzie mógł dokończyć na niej to co zaczął (to się wyjaśni później).

Kolejna ofiara – tym razem znaleziona zbyt późno – spoczywa gdzieś w zaułku, ale… Gdy tylko pojawią się w nim BG stanie się coś nieopisanego. Na ścianach kamienic zaczną wykwitać jakieś bluźniercze symbole uformowane z najprawdziwszej krwi, gdy będzie ich już wystarczająco wiele BG zauważą, że układają się powtarzający się ciąg. Wszystkie one zapisano w języku demonicznym. Jeśli BG zdołają to odczytać przekonają się, że jest to spis jakichś imion, a konkretniej  dokładna lista wszystkich ofiar Cienistego z okresu ostatnich dwóch lat (do tego, jeśli uznasz to za stosowne, mogą się na niej znaleźć nazwiska osób, które dopiero mają zginąć). W dalszej części tekstu zasugerowałem czemu tak może się dziać.

Takich zbrodni trzeba wymyślić więcej, każda musi czymś zaskakiwać. Nie koniecznie przybliżać do odkrycia prawdy, ale zaskakiwać. BG muszą mieć co robić nawet wtedy, gdy akurat są zajęci czymś innym.

PRZYTUŁEK

W zachodniej dzielnicy znajduje się stary budynek, wraz z przyległymi doń terenami został przerobiony na przytułek dla osób obłąkanych. Nie ma co się oszukiwać, jest to raczej więzienie, a dwa lata temu miał w nim miejsce pożar. Piszę o tym, bo to ważne i podobnie jak wątek zbrodni, on też będzie się przewijał przez całą grę, choć oczywiście na samym początku będzie to jedynie drobna ciekawostka. W każdym razie podczas owego pożaru doszło do wielkich zniszczeń, bardzo wielu ludzi zostało rannych, wielu obłąkanych uciekło, a sam zarządca, i jednocześnie główny medyk, został poparzony tak ciężko, że do dziś nosi na twarzy i dłoniach bandaże.

STRAŻNIK

Dieter jest strażnikiem miejskim, a przynajmniej kiedyś nim był. Obecnie pochłania go obsesja, którą jest Cienisty. Śledztwo w jego sprawie prowadzi od ponad dziesięciu lat, od chwili, gdy był świadkiem jak Cienisty zabił jego przyjaciółkę. Teraz zaś wierzy, że udało mu się wpaść na pewien trop, który umknął pozostałym. Okazuje się, że obłąkani, którzy dwa lata temu przeżyli pożar w przytułku i zdołali uciec, nie zostali na powrót doń sprowadzeni. Po prostu o nich zapomniano, pozwalając by błąkali się samopas po ulicach miasta, bez domu i przyjaciół. I to właśnie to jest jednym jedynym powiązaniem między obecnymi ofiarami Cienistego. One wszystkie są ocalałymi uciekinierami z przytułku, które od czasu pożaru jedna po drugiej odnajdywane są martwe. Czy to możliwe by Cienisty w jakiś sposób zaczął inaczej postrzegać swe dzieło i miast zupełnie przypadkowych ofiar począł dobierać je z większą rozwagą?

ŁOWCA

Nie wszyscy prawi obywatele zapomnieli o Zachodnim Nuln. Jest tu ktoś kto pragnie pomóc – Kurt Becker. Może jest odważny, a może po prostu bardziej obłąkany od innych. On jednak ma swoje racje, jest łowcą czarownic i instynktownie potrafi wyczuć w co miesza się demon. A tak się składa, że w tym wypadku demonem śmierdzi na kilometr. Łowca twierdzi, że nawet sam pożar przytułku tak na prawdę nie był pożarem. Sądzi, że takie wyjaśnienie podano po to by nie ściągać niepotrzebnej uwagi. Gdyby już na początku wyjawiono prawdę przytułek nie miałby szans na przetrwanie, spalono by go, wraz ze wszystkimi lekarzami i obłąkanymi, w oczyszczającym ogniu inkwizycji.

KAPŁAN

Keller wie więcej niż był skłonny wyjawić BG. Gdy tylko do jego świątyni wpadła umierająca zakrwawiona kobieta wiedział już, że coś jest nie tak. Rozpoznał w niej obłąkaną z przytułku. Jedną z tych osób, które uznano za zaginione po wypadku. Tak, to co się wtedy stało nazwano wypadkiem, wmówiono ludziom, że był to pożar. To jednak nie prawda. Keller był tam wtedy i widział jak jakiś szaleniec wymamrotał zaklęcie, oraz jak co najmniej kilkanaście demonów zmaterializowało się w budynku siejąc śmierć i zniszczenie.

Demony zniknęły dopiero po kilku minutach, a gdy to się stało główny holl przytułku wyglądał jak przedsionek piekieł. Wszędzie ciała, krew i gruzy. Nie znaleziono zwłok sprawcy, w zasadzie nie bardzo było wiadomo kim on był. Zarządca przytułku przeżył chyba cudem, spod krwi i odłażącej skóry z trudem można go było rozpoznać. Keller zadbał o to by przytułku nie powiązano z pojawieniem się demonów, pracowali tam dobrzy ludzie, i nie mógł pozwolić na to by spalono ich na stosie. Rozpuścił wieść, że któryś z pacjentów zaprószył ogień, który wywołał pożar. Jak widać ludzie zadowolili się tym wyjaśnieniem.

MEDYK

Nazywa się Lupus Shaffer i jest on najmniej, a zarazem najbardziej istotną osobą w tym opisie. Jak zostało już wyjaśnione przed dwoma laty w przytułku miało miejsce wyjątkowo potworne wydarzenie. Uwolnione przez pewnego człowieka demony na kilka minut rozpierzchły się po budynku mordując i niszcząc wszystko co się dało, i tak się składa, że… Lupus Shaffer także wtedy zginął. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności i potworne zamieszanie sprawiło, że kogoś z nim pomylono. Było to zrozumiałe, podobne gabaryty, ubranie, do tego okropnie zmasakrowana twarz. Osoba, która od tamtego dnia jest Lupusem jest jednocześnie tą samą osobą, która wtedy popełniła błąd podczas rzucania zaklęcia. Tak, to właśnie ten człowiek stał za tamtymi wydarzeniami i to właśnie on jest sprawcą tego co dzieje się w dzielnicy biedoty.

Jednak ten opis to wciąż za mało. Tu kryje się coś jeszcze. Wtedy te demony nie przepadły tak same z siebie. Nie mogąc dłużej utrzymać się poza domeną Chaosu wkroczyły w ciała najbliższych osób. Większość z nich opętała obłąkanych pacjentów, którzy tamtego dnia umknęli z przytułku (pamiętacie jeszcze wzmiankę o egzorcyzmie?), jednak część… cóż, część wkroczyła w ciało człowieka, który je tu przywołał. Tak więc teraz nasz Lupus jest co najmniej kilkoma diametralnie różniącymi się osobowościami zamkniętymi w jednym ciele. Jedna z nich to czarownik, który to wszystko rozpoczął. Druga to potężny demon, który chce dokończyć to co jego żywiciel zaczął – w tym celu popełnia kolejne zbrodnie, a na swe ofiary wybiera tych ludzi, których w dniu masakry opętały demony. Trzecia to naśladowca pierwszego demona, także popełnia brutalne zbrodnie, także na ofiarach wybieranych przez demona. One jednak nie mają związku z rytuałem. One po prostu są. Czwarta osobowość to zaś… sam Lupus. W pewnej chwili, któryś z demonów zaczął wierzyć, że tak naprawdę to on był tym zmasakrowanym medykiem, i teraz w chwilach swej dominacji zachowuje się tak jak zachował by się prawdziwy Lupus.

I jeszcze krótka wzmianka na temat prawdziwego Lupusa. Jako jedna z niezidentyfikowanych ofiar pożaru mógł on zostać pochowany w jakimś zbiorowym grobie. Ewentualnie można uznać, że takie ofiary zasłużyły na nieco lepszy pochówek i władze zafundowały im jakieś tanie oddzielne kwatery. Może się to trochę kłócić ze specyfiką świata, ale otwiera to pewną fabularną furtkę. Może być tak, że Lupus miał jakąś cechę charakterystyczną (złamany ząb, brak palca u nogi), dzięki której gracze podejrzewający, że osoba, która obecnie podaje się za Lupusa, tak na prawdę nim nie jest, będą mieli szansę znaleźć na to dowód właśnie na cmentarzu.

JOSEPH

Obecnie Joseph przebywa w jednej z cel przytułku, nafaszerowany narkotykami, i niepewny czekającego go jutra. Pewnego dnia po prostu na własne oczy zobaczył kim jest Cienisty i odczuł na sobie spojrzenie demona. Jakimś cudem zdołał uciec, ale nie długo udało mu się pozostać w ukryciu. Lupus go schwytał, i wtrącił do lochu. Możecie zapytać, czemu nie został zabity. Cóż, to nie pasowało do modus operandi demona. Jego ofiary były wybierane bardzo precyzyjnie i wie o tym nawet jego naśladowca. Poza tym mogła mieć na to wpływ osobowość demona-Lupusa, która chciała ocalić choć jedną osobę od niechybnej śmierci.

OSOBOWOŚĆ WIELORAKA

Wiemy już kim jest nasz morderca, możemy więc doprecyzować jego metody działania. Najważniejsze informacje zostały podane już wcześniej, ale nie uwzględniały one rozszczepienia osobowości. Niech w morderstwach objawia się każda z nich. Po pierwsze chęć ukończenia rytuału przez czarownika. To ona napędza wszystko inne. Następnie metodyczne wyrachowanie pierwszego demona. Dominujący szał jego naśladowcy, a nawet… błaganie o pomoc wyimaginowanej osobowości Lupusa. BG będą mogli znajdować jakieś ślady, wskazówki. Jedne mogą być subtelne, inne aż bijące w oczy, jak wybazgrany krwią na ścianie napis: „Uwolnijcie mnie!” znaleziony na miejscu zbrodni. Jak szybko gracze się zorientują, że nie było to błaganie ofiary? Może czasem, gdy BG będą przechadzać się po ulicach poczują, że ktoś ich obserwuje? Może wyglądając przez okno gospody ujrzą stojącą w półmroku postać, która wyraźnie się w nich wpatruje? To właśnie Lupus, chce wszystko wyjaśnić, ale pierwszy demon mu nie powala.

Wypadało by jeszcze wspomnieć o wpływie pierwszego demona na otoczenie. Czasem BG na pewno będą w pobliżu demona-Lupusa, gdy to pierwszy demon będzie przejmował nad nim kontrolę. Czy to mijając się z nim o włos, gdy przybędą do domu potencjalnej ofiary tylko po to by przekonać się, że nie zdążyli jej ocalić. Czy też gdy ten będzie ich obserwował gdzieś z cieni chcąc przekonać się czy takie osoby mogą stanowić dla niego zagrożenie. To są chwile, w których demon traci nad sobą panowanie pozwalając na to by jego (zazwyczaj dobrze skrywana aura) dała o sobie znać. Niech BG doświadczają wtedy czegoś ulotnego, ale i bardzo dziwnego. Uczucie deja vu, dziwny zapach, jakieś odgłosy, które nie mają żadnego źródła, pojawiające się przed oczami mroczki układające się w jakieś symbole. Ma być dziwnie, ma być tajemniczo, a przede wszystkim strasznie.

WITAJ W DOMU

A teraz przyszedł czas aby wyjaśnić czemu to wszystko się dzieje. Już dwa lata temu przytułek miał się stać azylem domeny Chaosu na ziemiach Imperium. Czymś w rodzaju przedsionka piekieł i domu dla samego Tzeentha. Czarownik, który to rozpoczął od dobrych dziesięciu lat prowadził przygotowania, które sprowadzały się głównie do zabijania kolejnych ofiar. Działał wtedy powoli i ostrożnie. Nie chciał popełnić błędu. Oczywiście rytuał się nie powiódł, nie wiadomo czy była to wina czarownika, czy też kaprys samego Tzeentha. Zaklęcie doprowadziło do katastrofy, której echo wciąż jest słyszane na ulicach Zachodniego Nuln. Ale obecnie jest już prawie na ukończeniu, pierwszy demon już o to zadbał. Działał szybciej niż czarownik i znacznie skuteczniej, teraz potrzeba mu jeszcze tylko kilku ofiar.

Finał przygody powinien rozegrać się właśnie przytułku, gdzie wkrótce nóż przejdzie po gardle ostatniej ofiary (czy będzie nią Joseph? Demon może się zdecydować złamać swoje zasady selekcji jeśli okaże się, że siedząca mu na karku banda awanturników stanowi większe zagrożenie niż się spodziewał). Oczywiście rzecz nie powinna się ograniczać jedynie do tego by na czas odnaleźć demona-Lupusa. Przytułek już teraz może z wolna, wraz z końcowymi postępami rytuału, ewoluować i stawać się domem dla jakichś wynaturzeń Chaosu. Odbij wszystko w krzywym zwierciadle, niech zamiast medyków, kapłanów i pacjentów (którzy uciekli, bądź zostali pomordowani gdy wszystko się zaczęło), po korytarzach snują się prawdziwe chodzące koszmary. Można tu popuścić wodze fantazji i postawić przed BG przeciwników, zagadki i lokacje tak dziwne, że wymykają się poza ramy pojmowania umysłów największych szaleńców. Zajrzyj do Księgi Spaczenia, lista mutacji jest długa, a to dobra chwila na ich wypróbowanie. Jeśli chcesz wrzucić do gry chodzące po suficie zombie, to jest to bardzo dobra chwila. Dawno pousychane żywopłoty, rosnące przed budynkiem, które niczym u Kinga okażą się bardziej żywe i krwiożercze niż można by podejrzewać. Popisz się swoją wyobraźnią, gracze i tak nie będą mogli narzekać na realizm przygody.

Czy rytuał zostanie ukończony? Czy BG zdołają powstrzymać demona przed zabiciem ostatniej ofiary? Czy sami nie zostaną przez niego zabici? Na te pytania musicie odpowiedzieć sobie sami podczas rozgrywania scenariusza.

Życzę wam dobrej zabawy.

Cień pośród cieni

Tekst pochodzi z mojego polterbloga: http://polter.pl/nerv0,blog.html?9670

Witam. Poniżej znajduje się pomysł na scenariusz do drugiej edycji Warhammera. Pierwotnie miał on zostać opublikowany w formie artykułu, ale redakcja doszła do wniosku, że trzeba tu dodać więcej konkretów, które dałyby nieco solidniejszą podstawę dla osoby chcącej wprowadzić ten pomysł w życie na swojej sesji. Ja niestety nie miałem już cierpliwości siedzieć nad tym pomysłem (cóż, znudził mi się ;)) i zupełnie o nim zapomniałem. Szkodaby jednak było aby tekst kurzył się gdzieś na dysku. Nawet jeśli nie jest najwyższych lotów, zdecydowałem się wiec wrzucić go na bloga. Zapraszam do lektury.

CIEŃ POŚRÓD CIENI

Pogrążony w ciemnościach korytarz rozświetlany był jedynie przez nieliczne świece, płonące na oddalonych od siebie kandelabrach, a od czasu do czasu, także przez rozrywające niebo błyskawice. Z gęstej masy cieni oderwały się dwa kształty spieszących przed siebie postaci. Obszerne szaty falowały w powietrzu, swym łopotem niemal zagłuszając deszcz, bębniący w wysokie okna.
– Uspokój się, Karl! To na pewno nic takiego. Zwykłe przywidzenie, w taką pogodę to bardzo…
– Przywidzenie? Przywidzenie!? – Mdły blask świecy wyłowił z mroku bladą twarz mężczyzny. Jego oczy natychmiast powędrowały w stronę idącego krok w krok za nim kompana. – Nie próbuj mnie zwodzić, Alriku, wiem co widziałem! Uwierz mi, to nie było przywidzenie! Musimy się spieszyć! Musimy…
Karl zatrzymał się tak nagle, jakby wpadł na niewidzialną ścianę. Chwilę później Alrik dostrzegł cienie, które zaczęły się giąć i łamać pod naporem jakiejś niewyobrażalnej siły. Do uszu mężczyzn napłynął dźwięk przypominający odgłos rozrywanego na strzępy metalu, aż wreszcie… Z dziwacznej plątaniny cienistych pasm, zaczął wyłaniać się jakiś kształt. Kształt czegoś, co nie powinno istnieć w tym świecie. Kształt…

Zapraszam Was do lektury pomysłu na scenariusz, którego akcja rozgrywać się będzie pośród przesiąkniętych tajemnicami murów Kolegium Śmierci. Motyw skierowany jest do osób, które lubią prowadzić scenariusze detektywistyczne utrzymane w klimacie grozy.

W CIEMNOŚCIACH

W budynku Kolegium Śmierci już od kilku miesięcy dzieją się dziwne rzeczy. Na początku były to ledwie dostrzegalne detale: falowanie powietrza, dziwna gra świateł, nienaturalny układ cieni na ścianie, czy też dziwne przeczucie objawiające się w jakimś miejscu. Oczywiście nikt specjalnie nie zaprzątał sobie tym głowy, w końcu to miejsce przepełnione jest magią. Z czasem jednak było coraz gorzej: dręczeni sennymi marami adepci, nienaturalne odgłosy roznoszące się po komnatach, szeptane plotki o jakiejś postaci pojawiającej się nocą na korytarzach…

W końcu doszło do czegoś, czego nie można było zignorować. Pewnego ranka odnaleziono w bibliotece zwłoki jednego z Magistrów. Wydarzenie postawiło na nogi wszystkich magów, zostało natychmiast utajnione, a informacje o nim nie miały prawa wydostać się poza mury Kolegium. Nie informowano także uczniów. To nie była tylko obawa przed rozpowszechnieniem paniki. Lękano się, że wieść o niewyjaśnionej śmierci doświadczonego maga, mogłoby zwrócić niepotrzebną uwagę przeciwników imperialnej tradycji magicznej. A tym samym dać im argumenty do dyskusji o niebezpieczeństwach związanych z wykorzystywaniem Wiatrów Magii oraz przedstawić magów jako osoby, które same nie potrafią panować nad tą potęgą, stwarzając zagrożenie dla innych.

Prowadzone po cichu śledztwo nie przynosiło żadnych rezultatów, a liczba dziwnych zdarzeń wzrastała. Ponownie zauważono jakąś niezidentyfikowaną postać, która przemykała po korytarzach. Z czasem pojawiły się też kolejne ofiary, których śmierć była równie zagadkowa jak w pierwszym przypadku. Nawet fakt, że z ostatniego ataku jedna osoba zdołała ujść z życiem nie zdał się na wiele. Karla, który najprawdopodobniej był świadkiem śmierci Alrika, odnaleziono w Sali Księżycowej, przerażonego i pozbawionego kontaktu ze światem. Dla jego własnego bezpieczeństwa umieszczono go w izolatce, uczniom powiedziano, że wyjechał do Middenheim.

NIEPOKÓJ

Clarice stała przed oknem, śledząc wzrokiem spływające po szkle krople wody. Nie mogąc znieść przedłużającego się milczenia, wypowiedziała na głos to, co tak bardzo ją martwiło:
– Ciągle nic nie wiemy. Jesteśmy jak dzieci, które podczas zabawy zawędrowały zbyt daleko w las.
– Całkiem trafne porównanie – przytłumiony szept napłynął gdzieś z ciemności za plecami kobiety. Choć z trudem, można było w niej dostrzec obleczoną w czarne szaty postać.
– Co masz na myśli?
– Nie sądzisz, że wina może spoczywać po stronie któregoś z nas?
– Jakiś wybryk młodszych adeptów?
– Może.
– Zdrajca?
– Może. Wiesz przecież, że każdy z nas jest nieustannie wystawiany na próby woli. Nie każdy jest dość silny, by im sprostać. To nie był by przecież pierwszy taki przypadek, i z pewnością nie ostatni. Zapamiętaj moje słowa, jeśli padają trupy, a za murami nie widać wroga, to znaczy, że on już dawno je pokonał.

W tych ponurych dniach Kolegium pogrąża się w otchłani kłębiących się tajemnic. Poniżej przedstawiam motywy, które warto wyeksponować podczas opracowywania przygody.

Zdrajca

To chyba pierwsza myśl, która powinna przyjść do głowy osobom postawionym w sytuacji, w jakiej znaleźli się Magistrowie Kolegium. Kilku doświadczonych magów nie mogło zginąć w wyniku wypadku czy zwykłej pomyłki. Ktoś lub coś musiało za tym stać. Jeśli tak, to bardzo możliwe, że w ich szeregach pojawił się zdrajca. Nie od dziś wiadomo, jak nieobliczalne i potężne potrafią być osoby, które zaczerpnęły mocy Dhar. Może to plugawa emanacja Chaosu jest powodem, dla którego wciąż jeszcze nie udało się odkryć winnego tych zbrodni?

Plotki

Utrzymanie tajemnicy wewnątrz Kolegium nie zawsze jest proste. Tym bardziej, jeśli tajemnica jest tak intrygująca, że odkryć ją chcą sami jego mieszkańcy. Uczniowie już od dawna podejrzewali, że dzieje się coś złego. Znikający nagle nauczyciele, którzy ponoć wyjechali, by pomóc w odbudowie kraju po inwazji; nienaturalne zjawiska, które nie uszły ich uwadze; dodatkowe środki bezpieczeństwa wprowadzone przez starszych Magistrów. Tego nie dało się ukryć przed młodymi, dociekliwymi uczniami. Warto się na tym skupić, jeśli jeden z graczy prowadzi postać ucznia czarodzieja, który mieszka i uczy się w Kolegium. Może jedną z ofiar był jego mentor?

Upiór

Już od jakiegoś czasu kolejne zgony nieodmiennie wiązane są z tajemniczą istotą, która nocą błądzi po korytarzach budynku. Do tej pory nie udało się jednak ustalić czym ona jest. Może to jakiś demon bądź zjawa? Może zrodzona z Chaosu istota taka jak gnilec albo zmora? Ostatni mag, który próbował się tego dowiedzieć, skończył martwy w pobliżu komnaty, w której dokonuje się owianego grozą i tajemnicami rytuału Wygaszenia ( patrz: Królestwa Magii). Bohaterowie, którzy zdecydują się na lekkomyślne polowanie na tę istotę powinni się liczyć z tym, że mogą skończyć w podobny sposób.

Przeciek

Magowie się boją. Boją się, że wiadomość o tym, iż nie są w stanie upilnować własnego podwórka, wycieknie na zewnątrz. Coś takiego mogłoby doprowadzić do brzemiennych w skutki konsekwencji. Imperator nie miał by już argumentów, które powstrzymałyby łowców czarownic przed rozpoczęciem otwartej obławy przeciwko Magistrom. Miałoby to wpływ nie tylko na Kolegium Śmierci, ale i wszystkie pozostałe, które również stałyby się celem zainteresowania fanatyków. Czy w budynku może przebywać ktoś, kto chciałby poinformować o ostatnich wydarzeniach świat zewnętrzny?

Zagrożenie

Bohaterowie nie są osobami, wobec których otoczenie zachowuje się obojętnie. Prędzej czy później zaczną zwracać na siebie uwagę, a gdy tak się stanie, przekonają się, że nie zawsze mądrze jest mieszać się w sprawy, których się nie rozumie. Znalezienie się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie; zobaczenie czegoś, czego nie powinno się widzieć; przeczytanie tekstu z odnalezionej kartki wydartej z jakiegoś dziennika. Wszystko to może sprawić, że BG staną się głównym celem ataków, czy to potwora, czy też osoby odpowiedzialnej za jego wypuszczenie.

NADCHODZI ZMIERZCH

Ktoś obcy mógłby pomyśleć, że Osbert po prostu zasnął, podpierając głowę na dłoniach – tak jednak nie było. Jego zmęczone, starcze oczy wkrótce się uniosły i spojrzały wprost na siedzącego po drugiej stronie stołu Korvina.
– Przyjacielu, jestem już na to za stary. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Mamy już cztery ofiary śmiertelne, do tego odchodzący od zmysłów Karl w izolatce. Co to wszystko ma znaczyć?
– Nie mam pojęcia, ale powinniśmy to dostrzec o wiele wcześniej. Przecież jeszcze przed śmiercią Isabell dochodziły do nas wieści o różnych dziwacznych omenach: gasnące bez powodu świece, drganie powietrza, dziwne odgłosy. Ktoś podobno nawet widział jakąś dziwną postać przechadzającą się po lochach!
– To Kolegium, Korvinie! Tu ludzie uczą się magii, tu przeplatają się jej Wiatry! To mogło być cokolwiek, wizja przyszłego wieszcza, jakieś nieumyślnie rzucone zaklęcie. Cokolwiek!
– Ale teraz czterech zdolnych Magistrów jest martwych, a z jednym nie mamy żadnego kontaktu. Musimy zacząć działać. Jeśli szybko nie odkryjemy, co się tu dzieje, bilans może się jeszcze pogorszyć.
– Masz rację, ale co jeszcze możemy zrobić? Wszyscy starają się, jak mogą, dojść do tego, czym jest ta istota, ale nie wiemy o niej nic prócz tego, że jest i że zabija.
– Sugeruję skupić się na działaniach prewencyjnych. Uczniowie nie powinni chodzić po budynku bez swych opiekunów, ponadto Magistrowie także muszą zacząć poruszać się w parach. Biedny Korvin jest niemym świadkiem tego, że tak można przynajmniej ujść z życiem. I jeszcze jedno, to nie może wyjść poza mury Kolegium. Jeśli ktoś z zewnątrz dowie się, że magowie mają jakiś wewnętrzny problem, nie będziemy musieli długo czekać na wizytę łowców czarownic gotowych puścić nas wszystkich z dymem w płomieniach oczyszczającego ognia naszego umiłowanego pana Sigmara…

Tajemnica jest głównym motywem tego pomysłu. Wszędzie, gdzie udadzą się Bohaterowie, będzie im ona towarzyszyć. Nie można pozwolić, by rozwiała się zbyt szybko. Jednym ze sposobów na utrzymanie jej do samego końca, a nawet jeszcze dłużej, jest drastyczne ograniczenie liczby informacji, które otrzymają BG. Mistrzu Gry, nie staraj się rozłożyć wszystkiego na czynniki pierwsze, nie próbuj wprowadzić logiki do schematu zabójstw. Potwór istnieje i jest niebezpieczny, Bohaterowie muszą znaleźć sposób na to, by go odesłać. Właśnie: nie zniszczyć, a odesłać. To nie powinien być zwykły stwór z bestiariusza, którego można wykończyć po zadaniu mu n punktów obrażeń. Brak możliwości zadania fizycznej rany jest czymś, co motywuje do myślenia. Może trzeba go zwabić w usypany z soli magiczny krąg, a następnie przeprowadzić skomplikowany rytuał, jednocześnie nie dopuszczając do wyrwania się bestii z więzienia? Może trzeba zniszczyć jakiś przedmiot, który sprawił, że ta jest w stanie utrzymać się w tym wymiarze?

Taki styl rozgrywki może przypominać trochę pierwszą część filmu „Obcy – ósmy pasażer Nostromo”, gdzie bohaterowie nie starają się dociec, czym jest potwór, tylko szukają sposobu, jak go zabić, zanim on zabije ich. Takie podejście nie wszystkich jednak usatysfakcjonuje. Ostatecznie mamy tu też wątek detektywistyczny, a jego nie powinno się zostawiać bez konkretniejszych dowodów. Odpowiedzi na pytania, czym tak na prawdę jest ta istota i w jaki sposób dostała się do Kolegium, będą tu dość istotne. Zwłaszcza, jeśli Mistrz Gry uzna, że za jej obecność odpowiedzialny jest jakiś zdrajca. W takim wypadku muszą istnieć dowody, które pozwolą go jednoznacznie wskazać.

ŻĄDZA KRWI, czyli historia dwóch kowali (tekst może być drastyczny)

Almanachshaman_tm

ŻĄDZA KRWI, czyli historia dwóch kowali (tekst może być drastyczny)

Było sobie w Middenheim dwóch kowali. Jeden z nich starszy, uznany rzemieślnik imieniem Eberhardt Schwarzschmidt. Miał swój warsztat w dzielnicy Brotkopfs, gdzie wykonywał najczęściej oręż dla możnych panów miasta. Drugi z nich był młody i praktycznie nieznany, nazywał się Walter Kluger. Założył nieduży warsztat na Handwerkstrasse 17, w dzielnicy Wynd. Miał jednak swój sekret. Dwa late wcześniej uratował od pewnej śmierci pewnego krasnoluda, Thorwalda zwanego Głuszcem. Głuszec, będący rzemieślnikiem z Gór Krańca Świata zawarł z nim braterstwo krwi (co samo w sobie jest tematem na osobną historię) i w podzięce przekazał Walterowi tajemnicę warstwowego skuwania stali. Dzięki temu młody kowal zaczął w Middenheim zdobywać tak klientów, jak i majątek. Ożenił się z pięknąi bogobojną mieszczanką Bettiną, która dała mu czwórkę dzieci: najstarszego Timma, który pomagał ojcu w kuźni, młodszego Eryka, oraz dwie córki – Sylke i malutką Erikę.
Sukces Waltera nie uszedł uwadze Schwarzchmidtów, którzy byli pełni zawiści do młodego i trochę beztroskiego kowala. Nie spodziewał się on jednak, że obmyślili dla niego okrutny los.
Nikt nie wiedział, że Eberhardt był wyznawcą Boga Krwi. Dośc długo planował on swą zemstę (a zarazem ofiarę dla Khorne’a). Okazja zdarzyła się, kiedy miejscowy szlachcic zamówił u niego topór. Ta kunsztownie zdobiona broń miała być prezentem dla grafa z okazji zbliżającej się wiosny i pierwszych w roku łowów na grubego zwierza. Eberhardt Schwarzschmidt nie zdołał wykonać zamówienia. Topór nie został przez niego skończony, a kowal wymówił się udając, iż uległ w kuźni wypadkowi który zranił mu dłoń. Szlachcic podjął decyzję, że zamówienie ukończy młody Walter, którego rosnąca sława dotarła do jego uszu. Przekazał więc dokończenie broni w ręce Klugera. Tak oto plan Schwarzschmidta zaczął działać. Broń była przez niego przeklęta. Stopniowo, podczas pracy nad nią drążyła umysł biednego Waltera. Stawał się oschły, opryskliwy, odsunął się od rodziny. Potem gwałtowny. Męczyły go straszne sny, wizje. Tłumaczył to jednak pracą. Mijały dni, a jego nawiedzał nocą nawiedzał duch Schwarzschmidta. Budziła się w nim żądza krwi. W końcu, pewnej ciemnej nocy, kiedy topór był już niemal skończony, wziął go i zarąbał nim rodzinę. Po kolei. Żonę, córki… syna. Ocalał tylko jeden, Eryk. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie spał, ukrył się. Znalazł gdzieś nóż, szamotał się z napastnikiem. Początkowo nie wiedział kto to. Zdawał się tak bardzo przypominać Schwarzschmidta… Potem była tylko krew… Ból… Ojciec legł na ziemi. Poćwiartowana żona patrzyła na niego pustym wzrokiem.

Jak to wykorzystać?
Może być to legenda. BG kupują niedrogo warsztat (kuźnię) z zamiarem otwarcia interesu. Niedrogo, bo ludzie mówią, iż ciąży na niej klątwa mordercy. Potem, gdzieś w kuźni, albo w domu obok znajdują ukryty kunsztownie zrobiony, niemal skończony topór… Czy historia się powtórzy?
A może gracze prowadzą śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa?
U mnie w kampanii ta mroczna historia jest tajemnicą z przeszłości jednej z postaci.

Łowca

Almanachnerv0

ŁOWCA

Ostatnio zacząłem czytać podręcznik do WoD’a, a konkretniej Wampira Maskaradę. W związku z tym chciał bym podrzucić pomysł na postać BG bądź BN, jaki zrodził się w mej głowie po przeczytaniu kilkunastu pierwszych stron.

Nazywał się Eliash Greenwood, jeszcze pięć lat temu wiódł spokojne choć samotne życie gdzieś na południu Niemiec. Tak było do czasu gdy osoba, która przedstawiła mu się jako Gustaw von Horstrupp zafundowała mu przeżycie zwane Spokrewnieniem. Nie łudźcie się, Gustaw zadbał o to by ten rytuał przebiegł w możliwie bolesny i okrutny sposób. Porzucił Eliasha gdzieś w lesie, odszedł gdy ten budził się tuż po przemianie. Czując narastający z każdą chwilą głód krwi i towarzyszący mu ból Eliash wpadł w szał oddając się we władanie Bestii.

Szczegółów z wydarzeń tamtej nocy dowiedział się dopiero z mediów, gdy już odzyskał świadomość. Wszystko wskazywało na to, że w swym szale dotarł do małego miasteczko, brutalnie zamordował mieszkającą tam rodzinę niejakich Hammiltonów, a podczas ucieczki ranił trzy osoby, które starały się go obezwładnić. Eliash musiał uciekać, na pamiątkę tamtych wydarzeń zatrzymał jednak stronę z gazety, w której opisano tą tragedię, i na której widniało rodzinne zdjęcie Hammiltonów, miało mu ono przypominać o mroku, który kryje się w jego duszy.

A co się stało z Gustawem? Odszedł, bez słowa. Eliash nie dowiedział się czemu go przemieniono, ale poprzysiągł sobie, że odnajdzie Gustawa, którego twarz bardzo dokładnie wyryła się w jego pamięci. Sam nie wie co zrobi gdy już go odnajdzie, ale na pewno zada mu jedno proste pytanie. Dlaczego?

Obecnie Eliash jedzie pociągiem z Londynu do Ashford, położonego na południu Anglii miasteczka, w którym może przebywać Gustaw. Wygląda na to, że ma się tam spotkać z jakimś Tonym Merserem.

Czemu zaś Gustaw przemienił Eliasha w wampira, i to w tak brutalny sposób? Któż to wie? W mojej wersji zrobił to dla zabawy. Eliash nie był jego pierwszą, ani ostatnią ofiarą. Gustaw lubił porzucić swe dzieci samopas i obserwować z ukrycia jak w amoku docierają do najbliższego miasteczka i poddają się głodowi i rządy mordu. Po wszystkim odchodził zapominając o swych potomkach.

Ostatnio jednak na jego, i jego dzieci padł cień. Wampirze rody uznały, że Gustaw (który do żadnego klanu nie należy) łamie Maskaradę, i w związku z tym zdecydowano się wyeliminować zarówno jego, jak i jego potomków. Pierwsze egzekucje już się zaczęły. To właśnie dla tego Gustaw ruszył do Ashford, skontaktował się z nim Tony, jeden z jego synów, który dowiedział się o tym, że ktoś poluje na pozostałych, i postanowił poinformować o tym swego ojca. Niestety inne wampiry znalazły go wcześniej. Pętla na szyi Gustawa powoli się zaciska, a wraz z nią pętla na szyi BG, który wkrótce stanie się celem nieznanych mu zabójców.

Miasto duchów

Almanachnerv0

MIASTO DUCHÓW

Jak chce druga edycja Warhammera, północne ziemie Imperium (o Kislewie nie wspominając) spustoszyła inwazja zwana Burzą Chaosu. Mimo iż pod Middenheim odniesiono zwycięstwo i złamano główny człon armii Archaona, wciąż jeszcze jest wiele miejsc, których mrok nie opuścił.

Jednym z takich miejsc Elsterwald, małe miasteczko położone gdzieś wśród mroków Darkwaldu, przez które przetoczyła się wroga armia. Obecnie jest ono czymś w rodzaju miasta duchów. Większość mieszkańców albo zginęła podczas ataku, albo uciekła po nim, tylko kilkadziesiąt osób postanowiło zostać w swoim domu. Założyli oni kwaterę w świątyni Sigmara, która teraz stała się ich przyczółkiem. Muszą być bardzo ostrożni gdyż choć większość mutantów i zwierzoludzi opuściła mury miasta, to wciąż jednak pozostała tu spora ich grupa, która kontroluje wschodnią część rzeki, i wedle raportów zwiadowców zajęła świątynię Ulryka. Żywność i zapasy ludzi kończą się bardzo szybko, a zbieracze przeszukali już wszystkie miejsca po stronie zachodniej, obecnie zmuszeni są wysyłać małe grupy do części kontrolowanej przez mutantów, ale jest to zadanie bardzo niebezpieczne.

BG mogą dotrzeć do tego miejsca mając nadzieję na znalezienie w nim bezpiecznego schronienia, trafią jednak na kolejną porcję kłopotów. Mogą pomóc miejscowym w zdobyciu większej ilości żywności, odkryć zagadkę zaginięcia ich jedynego medyka, czy też dowiedzieć się czego mutanci szukają w świątyni Ulryka.

Głos… sumienia?

Almanachnerv0

 

Głos… sumienia?

Czy czasem czujesz się tak jakby ktoś cię obserwował? Czy kiedy zrobisz coś niestosownego lub złego masz wrażenie, że ktoś to widział i ci to zaraz wypomni? Słyszysz w głowie ten cichy głosik, który mówi ci jaką jesteś gnidą? To oczywiście tylko głos sumienia, który zawsze można w sobie stłumić, i objawia się jedynie w chwilach słabości. Nie trzeba się nim przejmować… Ale co jeśli ten głos jest prawdziwy? Jeśli uczucie, że jesteś obserwowany nie jest jedynie ułudą, a prawdą?

Osbert jest znany jako bardzo pogodny człowiek, zawsze chętnie wszystkim pomaga, prowadzi dyskusje i różne interesu. Nigdy nie odmawia dobrego towarzystwa, zawsze stara się czymś zająć. Kiedy wraz z kilkoma znajomymi po fachu ślęczy nad mapą kreśląc najdogodniejszy szlak dla karawany, nie sposób po nim niczego poznać. Ale kiedy znajomi mu podziękują i machną ręką, kiedy odwrócą się plecami i trzasną za nimi drzwi… Cienie, które dotychczas majaczyły gdzieś w kątach przybierają realną postać. Smoliste bezkształtne istoty wypełniają swym szeptem skołataną głowę kupca. Zawsze podążają za nim krok w krok, zawsze za jego plecami. A w głowie szumią wypowiadane przez nie oskarżenia: „potwór”, „morderca”… Na początku próbował uciekać. Ale gęsty cień go nie opuszczał, kątem oka zawsze widział kotłujące się za nim kształty…

I te oskarżenia. Czym sobie na to zasłużył? Nie jest mordercą. Nigdy nikogo nie zabił, nawet nie okradł. Prowadzi całkiem legalny interes, czasem nawet złoży datek w świątyni na rzecz sierot i chorych. Czemu to musiało się przytrafić właśnie jemu?